Katastrofa kolejowa w Blachowni
Trudno wyobrazić sobie Blachownię bez pociągów. Budowa kolei na początku XX wieku była dla nas ogromną szansą. To dzięki niej miasto zaczęło się szybko rozwijać. Oprócz zwykłych pociągów pasażerskich, codziennie kursowały u nas składy towarowe, które dowoziły materiały do Huty Blachownia i Kopalni w Łojkach.
Niestety, historia kolei w naszym mieście ma też swoją mroczną stronę. Najtragiczniejszym wydarzeniem była katastrofa, do której doszło w grudniu 1979 roku.
Wszystko rozegrało się w nocy z 18 na 19 grudnia. O godzinie 1:15 na stacji w Blachowni zatrzymał się pociąg towarowy z Tarnowskich Gór. Miał on przepuścić spóźniony skład pospieszny relacji Jelenia Góra – Lublin. Niestety, o 2:15 doszło do fatalnej pomyłki – pociąg towarowy nagle wjechał na tor, którym pędził pociąg pospieszny. Huk zderzenia było słychać w całej okolicy.
W wypadku zginął jeden maszynista, a drugi został ranny. Obrażenia odniosło też 24 pasażerów, którzy trafili do szpitali w Blachowni i Częstochowie. Siła uderzenia była tak duża, że z torów wypadło aż 10 wagonów.
Więcej szczegółów na temat tego zdarzenia można znaleźć w archiwalnym artykule z Gazety Częstochowskiej, który publikujemy poniżej.
Katastrofa kolejowa w Blachowni
Była noc z 18 na 19 grudnia. O godzinie 1.15 na stacji kolejowej w Blachowni został zatrzymany pod semaforem pociąg towarowy z Tarnowskich Gór do Częstochowy. Miał przepuścić skład pospieszny z Jeleniej Góry do Lublina. Pociąg pospieszny przyjechał z 36 minutowym opóźnieniem. O godz. 2.15 doszło do kolizji pociągu pospiesznego ze składem towarowym, który — jak stwierdza komunikat ministerstwa komunikacji — z nieustalonych jeszcze przyczyn wjechał w drogę przebiegu pociągu Jelenia Góra — Lublin.
Józefa Kożuch, Tadeusz Gliński i Władysław Rycomber byli naocznymi świadkami zdarzenia.
— Usłyszeliśmy huk i potężny błysk. Sądziłem, że pociąg najechał na przejeździe kolejowym na samochód…
— Jak zobaczyliśmy ten błysk — mówi Rycomber — pobiegliśmy w jego stronę. Ale tylko kilka kroków. Potem zaczęliśmy uciekać, bo w naszą stronę wpadła na skraj jezdni lokomotywa.
Tadeusz Gliński: — To trwało tylko chwilę. Ujrzałem piętrzące się wagony, zafurczały w powietrzu kawałki żelaza. Po chwili z pociągu pospiesznego zaczęli wychodzić pierwsi pasażerowie. Ktoś pobiegł do telefonu i wkrótce nadjechały karetki. Nie było paniki. Około piątej pasażerowie udali się w dalszą podróż.
W katastrofie kolejowej w Blachowni zginął młodszy maszynista Jerzy Sikora z lokomotywowni wrocławskiej. Maszynistę — Tadeusza Wolsztyńskiego zabrało pogotowie ratunkowe. W wypadku rannych było 24 pasażerów. 16 z nich po kilku godzinach lekarze zezwolili odwieźć do domów. Karetkami kolejowej służby zdrowia udali się do Kielc, Lublina i Wrocławia. W szpitalu górniczym w Blachowni na obserwacji i leczeniu zostało 5 rannych, w szpitalu im. Biegańskiego w Częstochowie — 3 osoby.
Wypadek spowodował zniszczenie torów, trakcji elektrycznej, wykolejenie 7 i uszkodzenie 3 wagonów. Zniszczony też został elektrowóz pociągu pospiesznego i kilka wagonów towarowych. Przyczyny kolizji bada komisja pod przewodnictwem wiceministra komunikacji, dyrektora Śląskiej DOKP min. Janusza Głowackiego.
Dla wszystkich, którzy chcieliby poznać szczegóły tego zdarzenia oraz zobaczyć archiwalne zdjęcia i analizy, polecamy materiał wideo. Na kanale YT @Kuracyja dostępny jest odcinek z cyklu „Czarne Dni Kolei”, który w całości został poświęcony tragicznej nocy w Blachowni.
Źródła:
Gazeta Częstochowska, Nr 52 (1226), 1980 r.
www.youtube.com/@Kuracyja
