Tragiczna historia nieistniejącego już krzyża

Podczas poszukiwań historii naszego miasta często napotykam na przekazy dotyczące miejsc i rzeczy, których już nie ma fizycznie, pozostały jedynie w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenia. Jedną z takich historii jest  opowieść o krzyżu, który stał na skrzyżowaniu obecnych ulic Wczasowej i Leśnej. Mimo wielu rozmów z mieszkańcami nie udało się znaleźć zbyt wielu informacji.  Wiadomo, że krzyż stał tam przed II Wojną Światową. Tutaj z pomocą przyszły niezawodne babcie i dziadek. Dzięki wspomnieniom udało się potwierdzić umiejscowienie i tragiczną historię krzyża, która związana jest również z moją rodziną!

Otóż, wydarzyło się to w latach dwudziestych dwudziestego wieku.  We wcześniej wspomnianym miejscu rzeczywiście stał stary drewniany krzyż, który podczas wielkiej burzy przewrócił się zabijając tam Stefana Kusiałczyka.

Takie niecodzienne wydarzenie musiało zostać odnotowane w prasie z tamtych lat. Przeszukiwanie starych archiwów przyniosło efekt. Udało się znaleźć 2 artykuły z kwietnia 1927 roku potwierdzające ten nieszczęśliwy wypadek. Poniżej możecie znaleźć owe artykuły w całości.

 

Padający krzyż zabił młodzieńca.

W Blachowni pod Częstochową wskutek silnej wichury przewrócił się wielki drewniany krzyż przydrożny.

Fatalnym zbiegiem okoliczności przechodził tamtędy mieszkaniec Blachowni, 19-to letni Stefan Musiałczyk, na którego padający krzyż zwalił się całym ciężarem.

Krzyż strzaskał młodzieńcowi czaszkę wskutek czego nieszczęśliwy wyzionął ducha.

 

 

Niezwykłe wydarzenie. Padający krzyż zabił młodzieńca w Blachowni.

W ub. Sobotę o godz. 4 m. 30 po południu wskutek silnej wichury przewrócił się w Blachowni  w Częstochowie wielki drewniany krzyż przydrożny. Fatalnym zbiegiem okoliczności przechodził tam właśnie mieszkaniec Blachowni, 19-letni Stefan Kusiałczyk, na którego padający krzyż zawalił się całym ciężarem, tak iż nieszczęśliwy młodzieniec doznał strzaskania czaszki po chwili wyzionął ducha.

Pogotowie kasy chorych pozostawiło zwłoki Kusiałczyka w jego domu.

W artykułach przekręcone zostało nazwisko, ale za to dokładnie znamy dzień i godzinę wypadku, który miał miejsce 23 kwietnia 1927 roku o godzinie 16:30. Prawdopodobnie lokalne gazety też opisywały tę smutną historię, jeśli komuś uda się znaleźć informację, to proszę o kontakt. Mam nadzieję, że dzięki wspólnym poszukiwaniom uda się ocalić od zapomnienia nie jedną historię i miejsce związaną z Blachownią i najbliższymi okolicami.

Źródła:

  • Ziemia Lubelska, nr 116, 29 kwietnia 1927 r.
  • Expres Zagłębia, nr. 95, 27 kwietnia 1927 r.