Czarnoksiężnik z Blachowni

Lata trzydzieste XX wieku w naszej miejscowości były pełne ciekawych wydarzeń, często trudnych do wytłumaczenia. Swego czasu opisywałem historię niewidzialnego golasa, który potrafił przepowiadać przyszłość, artykuł można znaleźć tutaj.

Dzisiaj kolejna, według mnie, ciekawa opowieść o alchemiku z Blachowni, który w leśnych ostępach przygotowywał tajemnicze mikstury. Przeczytajcie sami:

W maju dobrze już po północy straż graniczna dokonała interesującego odkrycia w lesie koło Blachowni.

Oto pośród najgłębszej nocy, pod bezpieczną, zdawałoby się, osłonę gęstwiny leśnej, jakieś człowiek pracowicie uwijał się przy kotłach i garnkach.

W lesie było ciemno choć oko wykol. Każdy inny na miejscu strażników odruchowo pomyślałby, że jakiś czarnoksiężnik tutaj, w tym ostępie leśnym, warzy czarodziejskie zioła. Ale doświadczone oko strażników wnet rozeznało się w sytuacji.

Rzekomy „czarnoksiężnik” na widok zbliżającej się straży porzucił narzędzia pracy i zaczął uciekać z gracją spłoszonej sarenki. Jednakoż, jeden ze strażników zapamiętał jego sylwetkę.

Strażnicy zajęli urządzenie tajnej gorzelni i około 200 litrów denaturowanego spirytusu i puścili się w pogoń za uciekinierem, którego po kilku godzinach znaleźli głęboko zaszytego w krzakach, okazał się on mieszkańcem wsi Blachownia.

Wczoraj sprawa X. znalazła się na wokandzie sądu grodzkiego.

Oskarżony na próżno usiłował przekonać sąd, że w krzakach znalazł się przypadkowo powracając z zabawy i że nigdy nie zajmował się odkażaniem spirytusu. Wymowa oskarżonego nie przekonała jednak sędziego Leszczyńskiego, gdyż wśród dowodów rzeczowych znajdowało się zawiadomienie sądowe na imię X., zgubione przez na miejscu przestępstwa. Zresztą jeden ze strażników kategorycznie rozpoznał w nim owego uciekiniera z lasu.

Sąd skazał X. na 6 miesięcy więzienia i 20.000 zł grzywny z zamianą w razie nieściągalności na 2 lata aresztu, oraz 2.000 złotych opłat sądowych.

Oczywiście, wpis ten jest z przymrużeniem oka ze względu na dzisiejszy PRIMA APRILIS. W oryginale artykuł nosi tytuł Surowa kara za fabrykację wódki i został opublikowany na łamach Słowa Częstochowskiego w 1934 roku. Obecnie artykuł może nam się wydawać śmieszny, został napisany wesołym językiem, jednak po części przedstawia on realia przedwojennej, położonej niedaleko granicy ówczesnej Blachowni. W przygotowaniu są kolejne artykuły, dotyczące przemytników działających na terenie naszej gminy, niektóre mogłyby stanowić scenariusz niejednego filmu sensacyjnego.

Źródła:
1. Słowo Częstochowskie, 1934 r.