Legendy pradawnego Grodziska

W ostatnim artykule poświęconym Grodzisku znajdował się opis tego miejsca w początkowych latach XX wieku, a także opis historii miejscowości i wiele faktów i ciekawostek historycznych. Dzisiaj będzie jeszcze ciekawiej, poznamy kilka legend oraz historii o skarbach i duchach, właśnie w niedalekim Grodzisku. Historie zebrał Stanisław Rumszewicz i opublikował w Gońcu Częstochowskim w 1916 roku. Już pierwsza z tych historii jest niezmiernie tajemnicza, otóż:

Opowiadają, iż za polskich czasów stał tutaj zamek, który potem zapadł się w ziemię.

Niestety, autor nie tłumaczy czemu zamek miałby się zapaść pod ziemię. Tutaj z pomocą przychodzi nam całkiem współczesna publikacja na stronie www.wewreczycy.pl, gdzie możemy rozszyfrować legendę. Podobno właśnie w Zamczysku panował książę, który miał piękną i mądrą córkę. Jak to bywało z księżniczkami, zakochała się ona w pewnym młodzieńcu, ale książę miał dla córki innego kawalera. Dziewczyna nie chciała za niego wyjść za mąż, a zdenerwowany ojciec rzucił klątwę na swój gród. Księżniczka nie zmieniła zdania, odrzuciła kawalera, a klątwa się spełniła, pochłaniając cały gród pod ziemię.  Legenda ta może jest naiwna, ale próbuje tłumaczyć zniknięcie zamku.

W kilku miejscach grodziska znajdują się dołki porobione przez poszukiwaczy skarbów, bo według podania, w grodzisku są skarby. Pieniądze te często o zmroku zwłaszcza błyszczą się. Oto w tym rogu koło 8 dębów, na rogu po za obrębem grodziska w części południowo-wschodniej, ukazał się duży płomień niebieski, to paliły się jakoby pieniądze.

Również widziane płomienie, w miejscu gdzie dzisiaj leżą dęby zwalone.

Już na początku ubiegłego wieku w miejscu, gdzie znajdował się gród, skarbów szukali poszukiwacze, skuszeni legendami takimi jak ta powyższa. Oczywiście dla nas bardziej interesujące są rosnące dęby i ich ilość, co daje kolejne wyobrażenie o wyglądzie Grodziska. A co mogło dawać niebieski płomień, skoro w tym kolorze był widziany ogień? To już temat dla chemików. Następna opowieść pewnie miała na celu odstraszyć nieco szabrowników i poszukiwaczy:

Dawniej w grodzisku straszyło. Oto opowiada staruszka 90-cio letnia:

Przed 60 laty, gdy była jeszcze pańszczyzna, o zmroku mąż jej wraz z bratem, zaprzągwłszy krowy do wozu wyjechali do zamczyska po ściółkę, której nie było wolno zbierać. W tem coś strasznego, tajemniczego przestraszyło krowy, które uciekły. To „coś” połamało im grabki i opałkę (koszyk). Kmiotkowie uciekli, gubiąc po drodze kapelusze. Teraz już nic nie straszy.

Kolejna opowieść staruszki jest już potwierdzona faktami historycznymi i nie dotyczy samego Grodziska, a Zagórza i jego właściciela – Lemańskiego. Warto zacytować tę opowieść, gdyż postać ta związana jest również z naszą Blachownią, ale o tym wkrótce 😉

W czasie powstania r. 1863 Grodzisko wraz z Zagórzem należało do Lemańskiego. Staruszka, dawna dworka Lemańskiego, opowiada, iż był to pan dobry, gdy biedny potrzebował zarobku, to Lemański dawał mu pracę koło siągów. Gdy przyszli do Zagórza powstańcy, żądając pieniędzy Lemański zaproponował im pracę koło siągów. Za to nieobywatelskie traktowanie ogólnej sprawy narodowej powstańcy według słów staruszki powiesili dziedzica na haku.

I to na razie tyle opowieści o tym prastarym Grodzisku, oczywiście jeśli znacie jakieś interesujące historie dotyczące tego miejsca, to zapraszam do podzielenia się nimi. A na koniec jeszcze coś dla miłośników przyrody – krótki opis, jakie rośliny i zwierzęta można było spotkać w tej miejscowości z tak bajeczną historią.

Teraz jest to rozkoszne tu ustronie. Jasnozielone korony dębów, ozłocone promieniami słońca, tworzą zwartą, seledynkową kopułę, przez którą tylko zrzadka lazur niebios prześwieca.

Prócz dębów rośnie tu także kilka świerków i sosen, lipa, leszczyna, krzaczki jałowcu i jarzyn. W rowie śród mokradeł rosną „podrzuczki” wydające czarne najprzód, później czerwone jagody jadalne. Co tu kwiatów i ziół. Oto niebiesko kwitnące ziele św. Jana, oto złoci się żółto kwitnący pięciolistny śmietannik, którego cebulastych korzeni wzywają kobiety, żeby masło zabarwić na żółto. Oto pnący się po ziemi przerwibok, lekarstwo dla krów, gdy moczą juchą. Oto nieżydówcze ziele, przykładane na krosty, które mają goić. Złocą się jaskry, błękitnieją kwiaty żabiego ślepia, czerwienią lepiące się jak smoła i od tego tak nazwane smolengi, czerni się „szczyg”, niebieszczy się kwiat wyrzutowego ziela, z którego po wygotowaniu wraz z masłem niesolonem i woskiem przygotowują maść przeciw wyrzutom skóry.

Dawniej gnieździły się tu żmije, padalce, jaszczurki – z gęstwiny drzew rozlegają się dźwięczne trele słowika, z sąsiedniego lasu odzywa się kukułka „kuku, kuku”. Śpiewają szpaki, zięby trznadle, kraczą wrony. Dzięcioł korę rozkuwa, brzęczą muchy, komary, skrzypią koła wozów oddalonych, słychać dalekie nawoływanie pastuchów. A dęby odwieczne poważnie gwarzą o dziejach prastarej słowiańskiej ziemicy.

Myśl się przenosi do tych wieków minionych, mgłą oddalenia owianych, w których sarmaci praojcowie nasi w grodzisku tem ukryci wraz z rodzinami i bydłem, staczali z najeźdźcami krwawe boje.

 

Zapraszam do wcześniejszych artykułów: Historia pradawnego GrodziskaGrodzisko: Rezerwat Zamczysko