Wielkanoc 100 lat temu…

Każda wojna jest straszna, nie tylko dla walczących żołnierzy, ale także dla ludności cywilnej. Walczące wielotysięczne armie potrzebują olbrzymiej ilości produktów żywnościowych: mąki, chleba, mięsa. Nie inaczej było podczas Wielkiej Wojny, gdzie ludność cywilna często cierpiała z głodu, a wszystkie sklepowe zapasy zostały zarekwirowane dla wojska. Rolnicy również byli pozbawieni części zapasów, a resztę produkcji musieli przekazywać dla miast, często sami nie mieli co jeść. Okoliczne wsie, np. Łojki, były zobligowane do przekazywania żywności do Częstochowy, ale o tym w kolejnych wpisach. Dzisiaj chciałbym przedstawić krótki artykuł z Gońca Częstochowskiego z roku 1918 o tym, jak wyglądała Wielkanoc w czwartym roku I Wojny Światowej. Podobnie mogło być w robotniczej Blachowni. Sama publikacja poświęcona jest zbiórce żywności dla potrzebujących, ale możemy sobie uzmysłowić, jak ciężkie były to czasy i jak musiały to być smutne Święta.

Na święcone. Niewiele już dnia dzieli nas od największego święta, które w Polsce z wyjątkową uroczystością było obchodzone. Zastawione stoły jedzeniem z Barankiem Wielkanocnym na czele zgromadzały i skupiały razem całe rodziny a dzielenie się jajkiem święconym, zbliżało zwaśnionych i potęgowało węzły rodzinne.

Dziś niestety, tylko wybrani mogą w  dzień Zmartwychwstania Pańskiego posilić się kawałkiem mięsa lub kawałkiem białego chleba. Dla reszty są to nieziszczone marzenia – a tymbardziej dla tych, który ojcowie i mężowie zmuszeni przebywać zdala od kraju pozostawili rodziny na pastwę losu i nędzy.

Tysiące jest takich, którzy od 3-lat nie mieli w ustach białego chleba i dla tych to właśnie upośledzonych kołaczemy o pomoc na święcone dla biednych!! Niech chociaż w ten dzień uroczysty w dzień Zmartwychwstania Pańskiego posilą się jarzyną okraszoną i niech w ten dzień jedyny nie słyszą głosu otaczających dzieci: „Matko daj jeść, bo jesteśmy głodni!”

W innym numerze Gońca… z 1918 roku znajdziemy równie smutny wiersz…

Wielkanoc w 4-m roku wojny.

Dawniej się gięły stoły pod ciężarem
i stosy kiełbas lśniły w swej wszechmocy
i szkła szumiały napojów nadmiarem
w te staropolskie święta Wielkanocy.

Dzisiaj atoli pospuszczane głowy,
lica wybladłe i pełne niemocy, –
ze łzami w oczach jemy chleb kartkowy
w dzisiejsze smutne święta Wielkanocy.

Dawniej na stołach były drogie wina,
szynek i kiełbas nęciły powaby,
a wokół, niby wojskowa drużyna,
stały w szeregach karnych same baby.

Dziś stół się nie gnie pod suta zastawą,
na nim co? – jaj, niby stado owiec,
i marmelada połyskuje krwawo
i cud na cuda w czas wojny – razowiec!

Dawniej wiwaty grzmiały bezustanku,
huczne toasty wznoszone przy misie,
szalano niemal od gwiazd do poranku,
życząc nawzajem szczęści „Kochajmy się!”

Dziś człek obciera łzę, spadła na wąsy,
jakiś znużony, wychudły i słaby,
smutne myśli jeno idą w pląsy –
gdzie się podziały nasze dawne baby?

 

Warto pamiętać, że Święta Wielkanocne nie zawsze były tak piękne, bogate i warto przynajmniej przed Świętami dzielić się z potrzebującymi.

A ja życzę Wam dużo radości i szczęścia, zdrowia i miłości, humoru dobrego i dyngusa mokrego!

 

Zdjęcie: Ochotnicza Straż Pożarna w Blachowni przed Grobem Pańskim, Blachownia 2018 r.