Niedźwiedzie grasowały w Blachowni

Poszukując dawnych historii z Blachowni często natrafiam na niesamowite opowieści, piękne legendy i czasem bardzo niewiarygodne wydarzenia, które pozostały w pamięci mieszkańców naszego miasta. Dzisiaj będzie historia znaleziona w czasopiśmie Polska Zbrojna z 1930 roku, a opisuje przygodę, która przydarzyła się panu Serednickiemu – komendantowi straży pożarnej z Częstochowy. Otóż, gdy komendant wracał bryczką z Blachowni wraz z naczelnikiem urzędu akcyzowego panem Włosińskim, z lasu wyszły dwa wielkie niedźwiedzie!

Skąd w naszym lesie wzięły się niedźwiedzie? O tym możemy przeczytać poniżej w artykule.

Niedźwiedzie pod Częstochową

Częstochowa (Cz. Ot.) – Oryginalna przygoda spotkała przed paru dniami komendanta częstochowskiej straży ogniowej p. Serednickiego.

Wracał on z wizyty w straży ogniowej w Blachowni w towarzystwie naczelnika urzędu akcyzowego p. Włosińskiego. W pewnym momencie konie, mijając las trzepizurski, zaczęły okazywać niepokój i po chwili przystanęły. Wówczas oczom jadących przedstawił się istotnie nie zwykły i naprawdę niepokojący widok: oto wielkie niedźwiedzie leniwie wypełzły z lasu na szosę, ciekawie rozglądając się na wszystkie strony.

Ale woźnica zaciął konie, pozostawiając w tyle niesamowite bestje.

Jak się okazało, niedźwiedzie te należą do wędrownych cyganów, którzy w okolicach Blachowni rozbili swoje namioty.

 

Źródło:  Polska Zbrojna, nr 227 z 20 sierpnia 1930 r.