Wydarzenia w Błaszczykach

Błaszczyki w XVIII wieku stanowiły część tzw. Państwa Zagórskiego, od 1891 roku były w posiadaniu carów rosyjskich. Niestety, jest bardzo niewiele informacji o tym, co w odległych czasach działo się w Błaszczykach, jak żyli mieszkańcy, jakie były ich problemy. Pomocnym źródłem informacji w poszerzeniu wiedzy o tej miejscowości staje się gazeta Robotnik z grudnia 1932 roku.

W gazecie można przeczytać, że „przed siedemdziesięciu laty”, czyli mogło to być ok. 1865 roku, ziemia została rozparcelowana i wydzierżawiona ok. osiemdziesięciu robotnikom z Huty Blachownia. Działki miały od pół do dwóch morg powierzchni.

Czemu w 1865 roku? Właśnie wtedy spadkobiercy Edwarda Lemańskiego sprzedali Państwo Zagórskie wraz z Błaszczykami i Hutą w Blachowni, stanowiącymi jego część, przemysłowcowi i magnatowi ze Śląska Guido Henklowi von Donnersmarcowi.

W październiku 1932 roku Państwo chciało odzyskać ziemię od robotników, którzy zalegają z płaceniem. Zostały wyznaczone nowe granice działek i część upraw została zniszczona. Gazeta staje w obronie rodzin, które traciły w ten sposób jedyne źródło utrzymania. Zapraszam do zapoznania się z artykułem poniżej.

Majątek „Błaszczyki” w gm. Dźbów pow. częstochowskiego przed wojną własność wielkiego księcia Michała, obecnie własność Państwa (starostwa częstochowskiego), należąca do spornych w słynnym procesie z hrabiną Brassow – został przed siedemdziesięciu laty rozparcelowany na działki od pół do dwu morgowe, wydzierżawione około osiemdziesięciu robotnikom z pobliskiej osady fabrycznej „Blachownia”.

Zwłaszcza w dzisiejszych warunkach w czasie szalejącego bezrobocia, wydzierżawiona od blisko trzech czwartych wieku ziemia była jedyną nadzieją przymierających głodem robotników i ich rodzin.

Aliści ten argument niema obecnie żadnej mocy, nawet kiedy wychodzą w grę interesy, wyraźnie sprzeczne z dobrem państwa.

W dniu 29 października b. r. pełnomocnicy drobnych dzierżawców otrzymali wezwanie od Nadleśnictwa Państwowego w Herbach Śląskich, podpisane przez p. Małyszewicza – do usunięcia się z gruntu w przeciągu dni czternastu, w związku z niepłaceniem ustalonego czynszu.

„W razie nie wykonania powyższego w terminie przewidzianym – czytam w tem zawiadomieniu – sprawa zostanie skierowana do sądu”.

Tymczasem – pomijając, że wzmiankowane wezwanie jest sprzeczne z dekretem p. Prezydenta, przedłużającym ochronę drobnych dzierżawców, – Nadleśnictwo, nawet wbrew tekstowi wezwania, nie przekazując do sądu, po upływie 14 dni dokonało nowych pomiarów działek, a następnie pod dozorem p. Małyszkiewicza, odbyło się barbarzyńskie oranie wzdłuż i wszerz nowych granic, poprzez zasianie pola, które w 25% zostały zniszczone.

Zapytujemy tak Nadleśnictwo, jak przedewszystkim Ministrjum Rolnictwa, o podstawę tego rodzaju postępowania?

Czyżby – nawet gdyby jedno nieopłacenie czynszu miało miejsce – konieczne było zastosowanie tak brutalnych, a sprzecznych z obowiązującem prawem – środków i to ze strony Państwa, które zwłaszcza obecnie, każdym tego rodzaju wypadku, obowiązane jest nieść pomoc, choćby w formie ludzkiego stosunku do drobnych dzierżawców?

Dlaczego zniszczono biedakom czwartą część zboża? Czyżby już nie tylko wśród tamtejszych drobnych dzierżawców, ale i w całej Polsce nie było głodu?

Wśród poszkodowanych rozpowszechniła się pogłoska, że hrabina Brassowa wygrywa proces ze skarbem Państwa i że posunięcie Nadleśnictwa jest pewnie tego dowodem.

To jest pogłoska. Ale jest niewątpliwe, że nie tylko odbieranie drobnym dzierżawcom – przeważnie bezrobotnym robotnikom, ich ostatniej nadziei na przeżycie, z którą byli związani z pokolenia na pokolenie, ale i przeprowadzenie działa zniszczenia – owoców wieloletnich trudów i znojów robotniczych, z zastosowaniem zasady „kamień na kamieniu” – odpowiada w zupełności panującemu systemowi.

 

Źródło: Robotnik, nr. 415, 6 grudnia 1932 rok