Chcielibyśmy słuchać radia…

Nadeszła zima. Nie każdy lubi tę porę roku, chociażby ze względu na chłodną aurę. Nowoczesna technologia ułatwia nam przeczekanie tego okresu do wiosny. Możemy oglądać dziesiątki programów telewizyjnych, przeglądać zasoby Internetu czy grać na konsolach. Nie jest to dla nas czymś nadzwyczajnym. A jak w dawnej, przedwojennej Blachowni spędzano długie, ponure wieczory? Wtedy luksusem było słuchanie radia.

Przed II Wojną Światową ukazywał się tygodnik Radio dla Wszystkich. Czytając dzisiaj takie pismo można uznać, że była to zwykła reklama stacji radiowej, ale nawet z takiej gazetki możemy wychwycić dużo ciekawych, historycznych treści. Tym bardziej, że w 4. numerze wydanym w styczniu 1939 roku znajdziemy artykuł o naszej Blachowni!

Redaktor czasopisma udał się do Blachowni, aby porozmawiać z robotnikami huty, oczywiście przede wszystkim o słuchaniu radia, ale też o ich pracy. Z artykułu możemy dowiedzieć się, że na początku lat trzydziestych XX wieku w hucie pracowało prawie 1000 robotników, a na koniec tej dekady zaledwie kilkuset. Zarobki dzienne wynosiły od 4 do 5 zł, tygodniowe do 15 zł, gdyż często pracowano tylko kilka dni w tygodniu. Jak czytamy – było to za dużo, aby umrzeć z głodu, a za mało, aby wyżyć z rodziną. Fabryka dawała pracownikom mieszkania, ale nie należały one do najbardziej komfortowych.

Z przeprowadzonego przez redaktora wywiadu z Panem Janem Krawczykiem z Blachowni, dowiadujemy się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie ile było odbiorników radiowych w naszym mieście: 30 odbiorników lampowych i ok. 50 detektorów kryształowych.

Ceny odbiorników lampowych były bardzo różne, najtańsze kosztowały 100 zł, lepsze nawet mogły kosztować 800 zł. Łatwo więc obliczyć, że przeciętny pracownik huty musiałby, nie jedząc i nie pijąc, na takie radio pracować minimum 2 miesiące, a na to najlepsze nawet rok. Odbiorniki detektorowe można było kupić już za ok. 20 – 30 zł. Zainteresowanych ówczesną techniką radiową odsyłam na stronę www.historiaradia.neostrada.pl, zapraszam również do całości artykułu poniżej.

 

 

Chcielibyśmy słuchać radia
mówią robotnicy w Blachowni

Robotnicy, zwłaszcza ci rozrzuceni po całej Polsce w małych osiedlach fabrycznych, garną się do radia. – Po prostu – jak to się mówi – za radiem „przepadają”.

Niestety niskie zarobki, a często i bezrobocie – nie pozwalają robotnikom na pełne korzystanie z dobrodziejstw radia.

Wprawdzie zdarza się często, że tam gdzie robotnik nie może kupić lampowego odbiornika – ucieka się do detektora, ale mimo to zawsze „szczytem marzeń” dla niego będzie posiadanie własnego lampowego radioodbiornika.

Nie brak jednak wśród robotników entuzjastów, którzy dla usłyszenia audycji gotowi są nie tylko założyć sobie na cały wieczór słuchawki na uszy, ale w ogóle siedzieć z nimi przez 24 godziny.

Spotkałem takich niedawno w swojej wędrówce po osiedlach robotniczych.

Rozmawiałem z nimi w Blachowni. Jest to osada fabryczna oddalona o 14 km. od Częstochowy w kierunku Lublińca, niedaleko dawnej przedwojennej granicy niemieckiej.

Kiedy dawniej, jeszcze przed siedmiu – ośmiu laty, pracowało w Blachowni prawie tysiąc robotników, to obecnie zaledwie zatrudnia się ich kilkuset. Mimo więc faktu, że w osadzie jest huta, która była i powinna być obecnie główną żywicielką mieszkańców osady – blachowianie, a szczególnie blachowianki musza szukać pracy po za Blachownią.

Pracują w Gnaszynie, w Stradomiu, w Częstochowie. Pracują w jucie i przędzalnictwie. Z metalowców przemienili się w włókniarzy.

– A ile wynosi dzienny zarobek – pytam.

– Przeciętnie 4 do 5 zł. Pracując trzy dni w tygodniu można zarobić 15 zł. Za dużo, żeby z głodu umrzeć, a stanowczo za mało, ażeby wyżyć z rodziną. Samotnemu również nie łatwo.

– No to fabryka chyba daje mieszkanie bezpłatne?

– Mieszkanie tak. Ale niech pan obejrzy te „domy fabryczne”.

Przy oglądaniu „wnętrza” jednego z takich domów fabrycznych, zamieszkałego przez p. Jana Krawczyka, spotkałem robotnika, liczącego lat może pięćdziesiąt, który słuchał cierpliwie audycji na małym kryształowym aparacie.

– Czy dawno pan słucha radia na tym aparacie?

– Nie, nie dawno – odpowiada. Będzie może z rok, jak kupiłem. Chciałem kupić „lampówkę”, – ale nie starczyło pieniędzy. Kupiłem więc kryształowy.

Panie – ożywił się robotnik – ile człowiek ma przyjemności z radia, tego ja panu nie mogę nawet opowiedzieć.

I wolę już nawet aparat „kryształkowy”, niż gdybym miał w ogóle zostać bez radia.

– No dobrze – wtrącam. A jak się panu podoba program?

– Wszystko mi się podoba. Żałuję jedynie, że nie mogę słuchać w południe, gdyż pracuję. W południe jest podobno specjalna audycja dla robotników?

– Nie tylko w południe – wtrącam. – Audycje robotnicze są również i po południu. W każdy wtorek o godz. 18.30. Polskie Radio w Warszawie nadaje specjalne „audycje dla robotników”.

– Wiem o tym – przerywa p. Krawczyk. Bardzo mi się te wtorkowe audycje podobają. Dużo dowiedziałem się z nich o tym, czym świat pracy w Polsce się interesuje i jak w ogóle układają się robotnicze sprawy na świecie.

– A ile jest radioaparatów w Blachowni? – pytam.

– Może z 30 lampowych i jeszcze 50 detektorów – ciągnie dalej p. Krawczyk. Ludzie biedni, bez pracy, nie mają za co drogiego aparatu kupić. Ot, gdyby tak wypuścić tani, popularny odbiornik radiowy cała Blachownia siedziałaby przy głośnikach…

 

Źródło: Radio dla wszystkich nr 4 z 1939 roku.