Wyzwolenie Blachowni, cz. 1

Zbliża się rocznica 71. wyzwolenia Blachowni. W okolicach Blachowni znajduje się wiele miejsc, które przypominają czasy II Wojny Światowej. Na cmentarzu parafialnym w Gnaszynie, tuż przy granicy z naszą gminą, możemy znaleźć mogiły polskich lotników, którzy zginęli na początku napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę oraz groby radzieckich żołnierzy, którzy polegli 17 stycznia 1945 r.

Najważniejsza dla nas jest właśnie ta data, która pozwala na określenie miejsca, w którym toczyły się tego dnia walki. Jak mówi większość źródeł historycznych, faszyści mieli znaczne siły zgrupowane na przedmieściach miasta. Do oddziałów dołączali również żołnierze, którzy uciekli z zajętej przez Armię Radziecką Częstochowy. Właśnie 17 stycznia Wermacht zorganizował kilka silnych kontrataków w tym, także z terenów obecnej gminy Blachownia. W niemieckim natarciu ze strony Blachowni wzięło udział kilka czołgów. Do chwili obecnej wyobraźnię miłośników historii i poszukiwaczy militariów rozpalają opowieści o zatopionym na mokradłach w okolicach Konradowa czołgu z tamtej potyczki. Tym wydarzeniom poświęcę kolejne wpisy w tym dziale.

Bitwa toczyła się też w powietrzu. Lotniska, a raczej bardziej pasy startowe dla samolotów, mogły być zlokalizowane w Łojkach i Ostrowach, co potwierdzają różne źródła, najczęściej wspomnienia, lecz tego dnia prawdopodobnie samoloty startowały z innych miejscowości. Mimo, znacznej przewagi w powietrzu radzieckiego lotnictwa, Lufftwafe nawet po wycofaniu tych terenów prowadziło loty zwiadowcze na dużej wysokości, dokumentując fotograficznie postęp wrogich wojsk. Z wykonanych zdjęć możemy się dowiedzieć, że w dniu wyzwolenia Blachowni, leżał śnieg, a staw był zamarznięty.

Wróćmy do poległych żołnierzy radzieckich. W zbiorowej mogli prawdopodobnie trzech czołgistów, z których tylko tożsamość jednego udało się ustalić. Nazywał się Iwan Nikołajewicz Swincow, ur. 1914 r., mieszkał w Bobrówce w obwodzie Saratowskim, pracował jako traktorzysta.